oko na eko

EKO – strasznie modne pojęcie w ostatnich latach i to już pierwszy powód aby za nim nie przepadać. W moim odczuciu, za dużo już tego eko w naszym życiu. Jedzenie, uprawy, hodowle, samochody, drukarki, wszystko eko lub eco. No i tu należy się zastanowić czy przypadkiem, nieświadomie nie kupujemy jajek z ekonomicznej hodowli zamiast ekologicznej. Wątpliwość mą, też budzi pytaniec, czy jakiś kwitek, napis, logo czy certyfikat eko, może znaczyć coś wartościowego. Czy nie jest przypadkiem tak, iż wytwórca „czegoś” spełnia, po najmniejszej linii oporu wymogi, aby uzyskać dany świstek, a wszystko co realizuje poza wymaganymi przepisami, wykonuje gorzej niż robiłby to „normalnie”. Czy przypadkiem w tych działaniach, niewymaganych przez dany certyfikat, nie nadrabia strat finansowych, które poniósł w tym co kontrolowane. Moim zdaniem, nasze życie nie powinno być postrzegane przez pryzmat certyfikacji, lecz wzajemnego zaufania. EKO to w zasadzie spis obowiązków, które trzeba spełnić aby użyć danego znaku. Osobiście marzy mi się korzystanie z usług i dobrodziejstw ludzi czy podmiotów, które bez narzucanych obowiązków sami z siebie tworzą coś dobrej jakości, zdrowe, bez ukrywanych wad, tak prosto z serca. Dlatego uważam, że eko to mało. Ważniejsze od eko, jest serce, które wkładamy w nasze życie. Rodzi się oczywiste pytanie, kto wkłada serce zamiast kitu? I tu właśnie potrzebne jest zaufanie. Trzeba jednak, jakoś wyjść szerzej poza ufność do samego siebie.

Myślisz sercem – już jesteś jednym z nas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *